A może po prostu jest tak, że świat tak łatwo niszczy piękne istoty

Pokrewne

 

Katalog składa się z 501 fraz

Conan -33- Conan Wielki, Książki Fantasy i SF
LEONARD CARPENTER         CONAN WIELKI     TYTUŁ ORYGINAŁU CONAN THE GREAT PRZEŁOŻYŁ ADAM RYĆ     Tedowi Williamsowi    z podziękowaniami  1. ZWYCIĘSTWO        W świetle porannego słońca pokryta rosą trawa na rozległej równinie Tybor lśniła szmaragdowym blaskiem. Nizinę tę, położoną między hyboryjskimi królestwami Aquilonii, Nemedii i Ophiru, porastały kwitnące krzewy i samotne drzewa.    Na tle soczystej murawy potężne armie spiesznie rozwijały szyki. Równe szeregi tworzyły na nizinie barwne wzory niczym warcaby rozstawione na płaszczu z zielonego tartanu.    Zbrojni wielu narodów wchodzili w skład wojsk, które miały się zetrzeć w tym miejscu. Południową część pola zajmowały legiony imperialnego Ophiru: maszerująca piechota, toczące się rydwany oraz konni rycerze. Groty ich włóczni i ostro zakończone hełmy błyszczały w porannym świetle jak ruchomy gwiazdozbiór iskier. Zajmowali pozycje przy dźwiękach trzcinowych piszczałek, maszerowali ramię w ramię z odzianymi w szarości i brązy sojusznikami.    Te oddziały szczękając orężem, przy warkocie bębnów ustawiały się w sztywniejsze szyki. Ciemniejsza armia, skupiona pod czarnymi sztandarami Nemedii, zajmowała w szyku pozycję bardziej wysuniętą na północ. Wojownicy kierowali na zachód zwarte rzędy pik i halabard podobne stalowej palisadzie, a poranne słońce grzało im plecy. W centrum szyku, pośrodku falangi rycerzy zbrojnych w kopie ozdobione czarnymi proporcami, widać było siwowłosą i siwobrodą postać starego, zawziętego króla Balta.    Krępy, odziany w prosty kaftan ze skóry nabijanej żelaznymi płytkami, Balt dosiadał gniadego rumaka. Niegdyś prosty oficer w Żelaznych Legionach Nemedii, dziś był królem, a jego szary hełm i pancerz pokrywało złoto najczystszej próby. Konny giermek trzymał potężną tarczę, której skołatane ciosami żelazo także pokryto białym i czerwonym złotem. Te dwa kolory składały się na mistrzowską inkrustację wyobrażającą królewskie godło Nemedii: gryfa zbrojnego w ostry dziób i pazury.    Świta króla Balta, pędząc na południe wśród wysokich traw, wysunęła się znacznie poza pierwszą linię nemediańskich oszczepników. Zmierzała w stronę drugiej zdobnej pióropuszami i sztandarami grupy, której czoło stanowili rycerze w błyszczących zbrojach, a skrzydła osłaniały rydwany. Była to elitarna gwardia przyboczna młodego lorda Malvina, najzdolniejszego generała Ophiru i samolubnego despoty.    Malvin nie raczył jeszcze koronować się na króla, gdyż nie był pewien, czy królestwo nie byłoby krokiem wstecz wobec jego dotychczasowych ambicji. Zgłaszał on bardzo śmiałe roszczenia wobec krajów ościennych oraz do części tych pól, na których teraz stała armia sprzymierzonych. Terytorialne ambicje Malvina cieszyły się bądź gorliwym poparciem, bądź niechętnym przyzwoleniem książąt, baronów, margrabiów i innej szlachty ophirskiej, której rodowe herby zdobiły tarcze i proporce jego świty.    Malvin dosiadał siwego ogiera okrytego posrebrzanym kolczym pancerzem, a jego wodze i rząd ozdobiono trzepoczącymi niebieskimi proporczykami. Elegancki młody władca nosił kosztowną zbroję płytową. Pozwalała mu ona na znaczną swobodę ruchu, o czym świadczyły teatralne gesty, jakimi wydawał polecenia swym oddziałom. Jego pancerz sporządzony był z gładkiego metalu. Żaden ornament nie zdobił zbroi, która tak dobrze pasowała do dowódcy oddziałów zdobywających właśnie opinię najsprawniejszej armii świata.    Młody lord znalazł w osobie Balta potężnego i gorliwego wspólnika. Obaj władcy radzi byli odkroić nieco z porośniętych łąkami zachodnich krain, które stanowiły bogaty przedsionek ich potężnych państw. Malvin, uchyliwszy przyłbicy, obserwował zbliżanie się starego monarchy. Kiedy oba orszaki połączyły się, spiął ostrogami wierzchowca i ruszył przez tłum rycerzy i giermków, by pozdrowić sojusznika okrzykiem i braterskim uściskiem dłoni.    Ich spotkanie przedstawiało wspaniały widok. Heraldyczne symbole obu wielkich królestw skupiły się i zmieszały. Rozbrzmiewały dziarskie okrzyki, lśnił oręż, a piskliwe dźwięki fujarek i trąbek uniosły się piskliwym hałasem pod błękitną kopułę nieba. Uniesienie rozeszło się jak fala aż po najdalsze krańce szyku, prowokując do krzyku szeregi shemickich łuczników, konnych najemników zamorańskich i pstry tłum zbrojnych we włócznie kmieci, którego krańce rozpływały się w porannej mgiełce.    Piękny był ich szyk, wspaniały cel, a na drodze pozostała tylko jedna przeszkoda. Były nią czerwone, czarne i zielone linie wojsk, które stały naprzeciw.    Siły te rozwinęły się w zachodniej części równiny, za plecami mając rzekę Tybor. Połączone siły dumnej Aquilonii składały się z zahartowanych w bojach legionów z królewskich garnizonów w Shamar i Tarancji: wysokich, świetnie wyćwiczonych Gunderlandczyków z mroźnych, północnych marchii i odzianych w zielone kubraki Bossończyków, ściągniętych na wschód z piktyjskiego pogranicza. Wojsko to liczyło około dwóch tysięcy jezdnych i dwanaście tysięcy piechurów, i zdawać się mogło, iż niemal ginęło w lesie włóczni i halabard, który w ciągu nocy wyrósł na równinie Tybor.    Konni oficerowie aquilońscy czekali przed frontami oddziałów. Jeźdźcy krążyli wokół samotnego złotego sztandaru, pod którym trwał w zamyśleniu ich legendarny dowódca, król Conan. Jego sylwetka krzepkiego, ciemnogrzywego barbarzyńcy z Północy pysznie przedstawiała się na grzbiecie Sheola — czarnego jak węgiel zambulońskiego rumaka. Jeździec i koń odziani byli w ciemne, zdobione złotem pancerze Czarnych Smoków — elitarnej gwardii pałacowej.    Ludzie trzeźwo myślący powiadali, że Conan nie był z tych, co pozwoliliby sobie wyrwać choć kawałek aquilońskiej ziemi. Gotów był przeciwstawić się wszelkim roszczeniom terytorialnym, nawet w obliczu zdradzieckiego sojuszu obu wschodnich sąsiadów. Jego wojska, choć mniej liczne od sił przeciwników, stały gotowe do walki. Wszelkie wątpliwości zniknęły, kiedy w chwili spotkania obu wrogich królów Conan wzniósł miecz i wydał komendę: — Do ataku!    Wściekłe beczenie trąbek rozbrzmiało jak echo po jego okrzyku i obwieściło pierwszy cios tej wojny: chmura strzał oderwała się od linii aquilońskich. Pociski szumiąc złowrogo wzniosły się stromym łukiem, po czym spadły jak grad na pierwszą linię ophirskich i nemedejskich pikinierów.    Część strzał nie dosięgła przeciwnika, część odbiła się od tarcz, jednak poszarpane luki, jakie otwarły się nagle w szyku przeciwnika, potwierdziły legendarną, śmiercionośną celność bossońskich łuczników. Ci z wrogów, którzy ocaleli, skulili się ze strachu, a przez ich szyki przeszedł szmer lęku i zaskoczenia wobec nagłego deszczu pierzastej śmierci.    W niebo wzniosła się druga salwa, potem trzecia. Ruszyła pierwsza fala aquilońskich rycerzy, łucznicy przestali strzelać, nie chcieli, aby ich długie na trzy stopy strzały trafiały w opancerzone grzbiety własnych rycerzy. Zahartowani jeźdźcy z Poitanii galopowali strzemię w strzemię z chwacką, dosiadającą pysznych rumaków szlachtą tarantyjską. Przedostali się przez wąskie luki w szyku własnych łuczników i runęli na wroga. Odziani w ciężkie zbroje płytowe i kolczugi jeźdźcy rozpędzali się, a tętent kopyt ich rumaków wprawiał w drżenie ziemię pod stopami patrzących.    Teraz shemiccy łucznicy stojący na skrzydłach wojsk Nemedii i Ophiru mieli szansę porazić szarżującą aquilońską jazdę. Ich krótkie, grube łuki i strzały pracowały sprawnie i szybko, ale nie mogły uczynić wiele szkody szybko poruszającej się sile pancernej. Tu i ówdzie rumak się potknął albo upadł jeździec, ale większość rycerzy w czarnych zbrojach wyszła bez szwanku z deszczu grotów. Otrząsnęli się ze strzał jak z dokuczliwych komarów, pochylili się w siodłach i opuścili kopie zdobne czerwonymi proporcami.    Dopadli przeciwnika. Odgłos zderzenia rozszedł się jak odgłos oceanicznej fali bijącej o skalisty brzeg. Błyszcząca palisada włóczni, częściowo już złamana i przetrzebiona przez łuczników, zdołała wysadzić z siodeł jedynie kilku jeźdźców. Szarżujący rycerze, porzuciwszy kopie wbite w piersi wrogów, dobyli mieczy, maczug i toporów bojowych. Z tym orężem wzięli się do oczyszczania drogi dla piechoty. Składała się ona głównie z odzianych w czerwone kubraki Gunderlandczyków, którzy wrzeszcząc mrowili się tuż za rycerstwem.    I znowu przyszła kolej na shemickich łuczników. Tym razem ich pociski zadały większe straty. Ostrzał ten został jednak nagle przerwany. Na przeszkodzie stanęła mu nemedyjska i ophirska jazda, które wiedzione żądzą krwawego odwetu, ruszyły do kontrataku.    Sojusznicy pod naporem konnych i pieszych wojowników Aquilonii zmuszeni byli zacieśnić swe szyki i dlatego luki pozostawione uprzednio dla manewru jazdy zostały zamknięte. Najdzielniejsi jeźdźcy, rozpaczliwie łaknąc walki, uciekli się do jedynego możliwego manewru: ruszyli przez luki utworzone w szyku na flankach. W swych planach nie wzięli jednak pod uwagę najbardziej morderczej broni przeciwnika: długiego łuku bossońskiego. Żylaści łucznicy, osłaniani przez szeregi oszczepników, mieli teraz wysokie i masywne cele, poruszające się w zasięgu ich wzroku, w niewielkiej odległości. Okrutni ludzie z północnego pogranicza, dziękując za to swym północnym bogom o lodowatym wzroku, raz po raz napinali cięciwy i strzelali. Mieli dosyć czasu, aby wykorzystać swe długo praktykowane umiejętności. Ich celne strzały odnajdowały każdą lukę w ophirskim pancerzu, każdą nie dopiętą klamerkę, każdą zardzewiałą łuskę w zbroi nemediańskiego giermka. Kiedy indziej, jeśli kąt strzału był prosty, strzała wyważona, a grot ostry, pocisk przebijał stalową płytę, przenikał żebra i pogrążał się w bijącym sercu.    Łucznicy zaczęli żartować, komentowali głośno każde trafienie. W czasie walki robili między sobą zakłady, wygrywali w nich i przegrywali, wszystko przy brzęku cięciw. Czasem łączyli swe umiejętności i strzelali zespołowo. Niejeden wschodni rycerz, poczuwszy uderzenie w tył hełmu, odwracał się nieostrożnie po to tylko, by ujrzeć drugą, starannie wymierzoną strzałę, która godziła go w oko przez szczelinę przyłbicy. Niektórzy jeźdźcy, chociaż już martwi, galopowali pokryci wbitymi w ciało strzałami. Niejeden z żywych nie był zdolny do walki, gdyż strzała przybiła mu rękę do piersi, udo do boku rżącego z bólu konia lub język do strzaskanego podniebienia.    Wydawało się, że nikt z rycerzy Nemedii i Ophiru, którzy zdecydowali się na wypad, nie wyjdzie cało z pola rażenia Bossończyków. Jednak kolejny zwrot wydarzeń na polu walki uwolnił ich od pierzastej plagi. Los pozostawił przy życiu kilkudziesięciu, rzucając ich na pastwę szarży elitarnej aquilońskiej gwardii prowadzonej przez samego Conana.    Posępny zachodni monarcha śledząc początek bitwy dostrzegł, że bezładna szarża nieprzyjacielskiej jazdy daje mu szansę na zwycięstwo. Teraz jego dosiadające wspaniałych wierzchowców Czarne Smoki minęły galopem łuczników i oszczepników, by runąć naprzód na niedobitki wrogiego rycerstwa. Ostatni jeźdźcy przeciwnika legli bezsilni od kopii rycerzy Conana. Aby zbadać lukę, która za sprawą nieprzyjacielskiej szarży powstała na prawym skrzydle wojsk Ophiru, król wraz ze swą jazdą skręcił dalej przed liniami Gunderlandczyków, którzy pozdrawiali go krzykiem i wymachiwaniem toporami. Celem Conana i jego Smoków było teraz przedarcie się do serca nieprzyjacielskiej formacji i zmierzenie się z jej dowódcami.    Najpierw jednak musieli stawić czoło shemickim łucznikom. Smagli najemnicy, odziani w baranie i skórzane czapki, wyrzucili chmurę strzał w stronę zbliżającej się masy jezdnych. Jednak ich krótkie dębowe łuki i strzały nie miały siły rażenia takiej jak broń wykonana z giętkiego cisu północnych puszcz. Kiedy Shemici zobaczyli, jak mało szkód wyrządziły Smokom ich pierwsze strzały, następną salwę oddali już bez przekonania, a dystans wciąż się zmniejszał. Trzecia salwa była tylko desperacką konwulsją wyrzuconą w chwili, gdy lawina rycerstwa zwaliła się na ich linie.    Stalowe podkowy wgniatały w ziemię ludzi i broń, niejeden aquiloński miecz pozbawił życia dwóch albo trzech najemników od jednego, straszliwego zamachu. Krótkie miecze łuczników były bezsilne wobec odzianej w stal aquilońskiej furii. Shemici, którzy nie padli od pierwszych, gromowych uderzeń, zaczęli uciekać. Szybko zarazili paniką i zamieszaniem tylne szeregi.    Widok z góry był wspaniały: szeroko rozpostarte linie czerwieni i czerni wyrzuciły z siebie ciemny, połyskujący półksiężyc, który wbił się jak pazur w serce błękitnego szyku. Ten zaś jakby zwinął się z bólu. Nie tylko błękitna część szyku, ale także szaro — brązowa odczuła skutki morderczego uderzenia. Przez poszerzającą się wyrwę masy błękitnych i brązowych sylwetek przebijały się naprzód, by wziąć udział w walce, inni wycofywali się pośpiesznie, a ruch jednych i drugich spowodował powstanie wiru, który zmieszał składny z początku szyk.    Wkrótce nawet centrum — skupisko wielobarwnych sztandarów towarzyszących wschodnim dowódcom — zaczęło się chwiać. Barwny poczet poruszał się chaotycznie i bez celu, roztapiał stopniowo w strumieniach uciekinierów. Kiedy uderzające miarowo topory i maczugi aquilońskiej jazdy były już blisko, elitarna formacja zaczęła ustępować. Nie była już nawet barwnym balonem, który mógłby pęknąć za ukłuciem stalowej szpilki. Zostały z niej tylko porozrzucane jaskrawe strzępy — orszaki uciekających szlachciców i oficerów.    Potem nastąpił ogólny, bezładny odwrót. Całe fragmenty szyku ułamywały się i uciekały wystawiając inne jednostki na niebezpieczne ciosy. Te były kolejno okrążane i niszczone przez szeregi czerwone i czarne, nacierające teraz na całej linii frontu.  2. POBOJOWISKO        W końcu noc okryła ciemnością równinę Tybor. Skradając się po równinie ta ciemna piastunka śmierci okrywała swym nieprzeniknionym welonem przerażające pozostałości bitwy. Na wschodzie podniósł się obrzmiały księżyc, którego wścibskie oko zabłysło trupim blaskiem. Widok zasłoniły mu jednak chmury i dymy płonących na horyzoncie zagród.    Jakaś powłócząca nogami postać nadeszła od wschodu, wyszukując sobie drogę pomiędzy zmasakrowanymi szczątkami ludzi i koni. Człowiek ów szedł zataczając się zrazu, z powodu zmęczenia i ran. Potem energicznie ruszył na zachód, jakby odnajdując w sobie nowe siły.    Ciało nocnego wędrowca pokrywały plamy krwi — jedne zakrzepły w skorupę, z innych sączyła się ciemna, wilgotna posoka. Nieznajomy odziany był w straszliwie poszarpane resztki zbroi, niemal każdy jej fragment nosił ślady ciosów, w niektórych miejscach prześwitywało nagie, muskularne ciało. Nie miał hełmu, a w ręce trzymał długi miecz godny króla, teraz wyszczerbiony i pokryty krwią. Rycerz niedbale wlókł klingę po zakrwawionej murawie, omijając w mdłym blasku księżyca co większe stosy ciał.    Nagle zatrzymał się na dźwięk ludzkiego głosu dochodzącego z jednej ze stert. Głos ozwał się znowu, a był to niski, gardłowy jęk i wydawało się, że dobiega spod ciała martwego konia. Nieznajomy z trudem podszedł i spróbował przeniknąć ciemność posępnym spojrzeniem. Udało mu się odróżnić sylwetkę okrytego ciemnym płaszczem piechura, który, sądząc po ubiorze, był żołnierzem Ophiru.    Odłamek rycerskiej kopii przyszpilił tego człowieka do ziemi. Grot przeszył wnętrzności i wbił się mocno w ziemię. Strzaskane drzewce sterczało z pleców piechura. Spiczasty hełm leżał z boku, włosy rycerza były zmierzwione, a trawa wokół ciała nosiła ślady całodziennej agonii. Kiedy z trudem podniósł głowę, aby wezwać pomocy, blask księżyca oświetlił jasną brodę i wąsy zlepione krwią, która obficie sączyła się z ust i nozdrzy.    — Na litość boską, błagam! Na Mitrę, balsam… och! — ochrypła skarga urwała się nagle, gdy miecz nieznanego wojownika pogrążył się w szyi rannego. Nie był to finezyjny cios, ale spełnił dzieło miłosierdzia. Kiedy ciało dobitego opadło, miecznik oswobodził broń i z wysiłkiem podjął marsz.    Nie zdążył odejść daleko, kiedy znowu dostrzegł ruch wśród ciał poległych. Ciężkim, powolnym krokiem ruszył w stronę, skąd dobiegał głos. Leżał tam olbrzymi Gunderlandczyk. Miał pospolitą twarz, błędny promień księżycowego światła nadawał żółtawy blask jego oczom i zębom. Nie wydawał żadnego dźwięku poza ciężkim, miarowym sapaniem. Śmiertelnie ranny w brzuch, był w agonii. A jednak krwawy ślad na trawie wskazywał, że człowiek ów zdążył przeczołgać się ruchem ślimaka na sporą odległość, znacząc przebytą drogę własnymi wnętrznościami.    Miecz zatoczył szeroki łuk i przebiwszy brązową obręcz hełmu rannego, pogrążył się w jego czaszce. Wyszczerbiony sztych ugrzązł w kości i trudno go było wyciągnąć. Samotny wojownik szarpnął, klnąc przy tym siarczyście, wreszcie przerwał trud, by zaczerpnąć oddechu. Jakiś chorobliwy kaprys kazał mu ogarnąć wzrokiem otaczające go żniwo śmierci i wzdrygnął się powodowany zabobonnym lękiem. Zastanowił się, ilu jego poddanych, a ilu wrogów może jeszcze żyć, ilu ranionych dyszy ciężko w ciemności, ilu zostało pogrzebanych żywcem pod stosami ciał i czy nie powstaną tej nocy i otoczą go niebawem zarówno przyjaciele i wrogowie sięgając po omacku, by zewrzeć się z nim w drapieżnym uścisku…    Oswobodziwszy wreszcie miecz, ruszył chwiejnym krokiem, przestępując przez porozrzucane ciała, następując niekiedy, ku swemu przerażeniu, na któreś z nich. Nagle, kiedy próbował przedostać się przez korpus przewróconego rydwanu, do jego uszu dobiegł jakiś piskliwy głos.    — Nie, zabójco bezbronnych, nie morduj mnie! Oszczędź mnie przez wzgląd na Croma, Manannana, Mitrę czy innego krwawego boga, dla którego zgotowano tę ucztę!    Okryty krwią wędrowiec zatrzymał się zdumiony i próbował przeniknąć wzrokiem ciemność. W chwilę później dostrzegł twarz i sylwetkę mówiącego. Był to krępy mężczyzna o topornych rysach, leżący na wznak w trawie nie dalej niż o pół kroku. Obcy nie był groźny, dolną część ciała przygniatał mu przewrócony rydwan, przygnieciony na dodatek ciałami dwóch dereszowatych wałachów zaplątanych w uprzęży. 

Collins Nancy A - Tuzin czarnych roz[JoannaC], KSIĄŻKI(,,audio,mobi,rtf,djvu), Nowy folder, Collins Nancy A - Tuzin czarnych roz[JoannaC]
Nancy A. Collins TUZIN CZARNYCH RÓŻ PrzełoŜył Robert P. Lipski Tytuł oryginału A DOZEN BLACK ROSES Dla mego męŜa, Joego Christa. Na zawsze, na wieki. Od autorki Powieśćta stanowi rodzaj pomostu pomiędzy światem Sonji Blue a Światem Mroku, stąd w treści...

Coulter Catherine - Cienie sławy, ebooki Różne-klasyka,młodzieżowe,bajki, ebooki Obyczajowe i Romanse
CATHERINECOULTERCIENIESŁAWYTYTUŁORYGINAŁUBORNTOBEWILDDla mojej wspaniałej siostrzenicy Roxie DeAngelis:Rozświetlasz światCathenne CoulterRozdział 1Kodak TheaterLos Angeles, Kalifornia36. gala rozdania nagród EmmyMary Lisa wszystkimi siłami...

Cowboy Bebop - 16, Anime, C, Cowboy Bebop, Napisy
0:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jako�� napis�w.|Napisy zosta�y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.0:01:58: To twoja robota?0:02:03: Nie�le.0:02:09: Pog�d�my si�.0:02:11: Nie ma powodu,|�eby marnowa� dar bo�y.0:02:16:...

CoC Niteside Dreams, Podreczniki RPG, CoC
A Film Noir Setting For Call Of CthulhuIt was two thirty in the morning, andraining. In the City it was always twothirty in the morning and raining.Kim Newman, The Night MayorContents1. Mean Streets - Establishing the Background 2. Hard Boiled - Old and New Carreers for...

Cook Robin - Śmiertelny strach, KSIĄŻKI(,,audio,mobi,rtf,djvu), Nowy folder, Cook Robin - Śmiertelny strach
Robin Cook Śmiertelny strach (Mortal Fear) Przełożyła Beata PaluchowskaMojemu starszemu bratu, Lee i mojej młodszej siostrze, Laurie. Nigdy nie znalazłem się pomiędzy dwojgiem milszych ludzi. PODZIĘKOWANIA Książka ta nie mogłaby zostać napisana bez...

Cormon - Folwark Primerose - E-book, ebooki, Klasycy Literatury, Klasyka Literatury
Cormon i DutertreFOLWARKPRIMEROSEKonwersja:Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragmentpełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnierozprowadzana tylko i...

Corka doskonala Jak wychowac madra i szczesliwa kobiete Poradnik bez kantow, e-książki, septem
CÓRKA DOSKONAŁA. JAK WYCHOWAĆ MĄDRĄ I SZCZĘŚLIWĄ KOBIETĘ. PORADNIK BEZ KANTÓWAutor: Erika V. Shearin Karres, Rebecca RutledgeTłumaczenie: Wojciech BiałasISBN: 978-83-246-2441-6Guide to Raising GirlsFormat: 180 × 235, stron: 320Spis...

Conversations[1].With.God.(2006).DVDRip.AC3.CD1.[QuidaM], FILM To trzeba zobaczyć
{1026}{1099}/Masz ju� tego dosy�?{1325}{1399}/Masz ju� tego dosy�?{1589}{1651}/Jeste� ju� gotowy?{1985}{2250}/ROZMOWY Z BOGIEM.{2252}{2340}T�umaczenie: MrGregorio|<<KinoMania SubGroup>>{2345}{2410}Korekta: Gee - .::...

Cojocaru Romanian Grammar, Ebok ▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀, Jezyki Obce, Jezyk Rumuński
1Cojocaru Romanian Grammar0. INTRODUCTION 0.1. Romania and the Romanians 0.2. The Romanian language 1. ALPHABET AND PHONETICS 1.1. The Romanian alphabet 1.2. Potential difficulties related to pronunciation and reading 1.2.1. Pronunciation 1.2.1.1. Vowels [ ǝ ] and...

Cornwell Bernard - Warlord Chronicles 01 - Zimowy monarcha, KSIĄŻKI(,,audio,mobi,rtf,djvu), Nowy folder
Bernard Cornwell ZIMOWY MONARCHA (tłum. Jerzy Żebrowski) tytuł oryginału - The Warlord Chronikles: The Winter King Data wydania oryginalnego 1995 wydanie polskie 1997 Osoby AELLE - Król Saksonów AGRYKOLA - Naczelny wódz Gwentu, poddany króla Tewdrika...

Collagens - building blocks at the end of the, kolagen2
Clin Genet 2000: 58: 270–279Printed in Ireland. All rights reser6edDevelopmental Biology: Frontiers for Clinical GeneticsCollagens: building blocks at the end of thedevelopment lineSection Editor: Roderick R McInnese-mail: mcinnes@sickkids.on.caByers PH....

Conan -6- Conan korsarz, Książki Fantasy i SF
L. SPRAGUE DE CAMP LIN CARTER         CONAN KORSARZ      TYTUŁ ORYGINAŁU: CONAN THE BUCCANEER PRZEKŁAD ANDRZEJ PORZUCZEK         Powieść wykorzystuje postacie i wątki stworzone przez Roberta E. Howarda.   WSTĘP  KORSARZE I CZARNOKSIĘŻNICY         Akcja tej powieści rozgrywa się w świecie, w którym nie ma debat telewizyjnych, podmiejskich pociągów, podatków dochodowych, zanieczyszczenia powietrza, kryzysów atomowych ani zamieszek studenckich czy spódnic midi.    Beztroski to świat, wolny od reklam proszków do prania, trzydziestocentowych opłat za metro, mów Spiro T. Agnew, mrożonej kawy, elektrycznych szczoteczek do zębów, duńskich filmów pornograficznych, czeków, ulotek, Ruchu Wyzwolenia Kobiet i obwodnicy Los Angeles.    To świat, którego nigdy nie było, ale z pewnością powinien był być. Wspaniały, nieprawdopodobny, romantyczny świat, w którym wszyscy mężczyźni są przystojni i heroiczni, wszystkie dziewczęta niesłychanie piękne i chętne do flirtu z tym czy innym gladiatorem na zapleczu areny. Świat zbudowany z nieprzebytych dżungli, potężnych gór i lśniących mórz, gdzie miasta olśniewają barbarzyńską świetnością. Można tam być uczestnikiem niezwykłych podróży, a przygoda jest częścią codziennego życia. Świat pełen niesamowitych potworów, złych czarnoksiężników i wojowników o posępnych obliczach; świat, w którym czary działają naprawdę, a bogowie istnieją w rzeczywistości, nie zaś jedynie w wyobraźni ich wyznawców.    To właśnie świat nowego, popularnego nurtu beletrystyki znanego pod nazwą powieści magii i miecza. Zapraszamy!    Jeśli jesteś jednym z tych niewielu nieszczęsnych, którzy nigdy dotąd nie przeczytali ani jednej powieści magii i miecza, przygotuj się na ucztę; ucztę duchową, która pomoże Ci uciec na godzinę lub dwie od wspomnianych wyżej składników współczesnego życia do wspaniałego, nierealnego świata. Powieść magii i miecza jest bowiem jedynie eskapistyczną lekturą. Nie ma w niej żadnych ukrytych znaczeń. Nie proponuje ona wygodnych, gotowych recept na żadną z wielu chorób współczesnego świata. Nie ma w niej żadnych ,,–izmów” czy –logii”, żadnego przesłania. To coś rzadkiego, a zarazem godnego uwagi w dzisiejszych czasach.    To właśnie jest ROZRYWKA.    Dziś wielu ludzi — w tym (niestety!) wielu z moich znajomych pisarzy science–fiction — wydaje się uważać, że jest coś niewytłumaczalnie niemoralnego w pisaniu wyłącznie dla przyjemności. Mądrzy ci ludzie twierdzą, że powieść musi dotyczyć czegoś naprawdę ważnego, jak wyciek ropy w Laguna Beach lub też wymierający żółtoczuby brodziec piskliwy. Radzą też, by bohaterem głównym był przynajmniej Murzyn walczący o wyzwolenie swej rasy, homoseksualista usiłujący zdobyć społeczne poważanie, zaangażowany student wysadzający w powietrze pracownię literatury angielskiej w ramach protestu przeciw niegodziwościom Pentagonu, bądź też Indianin odpłacający bladym twarzom za krzywdy poprzez opanowanie Alcatraz.    Współczesna proza obfituje w problemy społeczne jak pierwsze strony dzienników. Powieściopisarz natomiast — utrzymują — powinien opuścić swą wieżę z kości słoniowej i stanąć na barykadzie.    Ja jednak nie zgadzam się z tym.    Świat pełen jest kłopotów od czasu, gdy człowiek zszedł z drzewa i wymyślił cywilizację. Niesprawiedliwość społeczna rozkwita co najmniej od ostatniej epoki lodowcowej. Nie wydaje się prawdopodobne, by nasze lub następne pokolenie było w stanie rozwiązać któryś z wielkich problemów współczesnej polityki. Nie znaczy to, że powinniśmy je ignorować i udawać, że nie istnieją, należy jednak patrzeć na nie w kontekście historycznego rozwoju i zdawać sobie sprawę, że są one częścią ludzkiej egzystencji.    Weźmy na przykład wojny. Istniały one zawsze, a niewiele z nich prowadzono ze szlachetnych pobudek. A przestępczość? Zawsze była obecna na ulicach, odkąd je wymyślono. Podobnie zresztą jak korupcja w urzędach państwowych od czasu ich zaistnienia, o ile nie wcześniej. Nie widzę więc powodu, dla którego mielibyśmy od rana każdego dnia rozwodzić się nad złem współczesnego świata. Musicie przyznać, że przyjemniej jest rozsiąść się w deszczowy wieczór w wygodnym fotelu, zapalić fajkę, ustawić obok popielniczki lampkę schłodzonego Martini i choć na godzinę lub dwie zagłębić się w stronice niebanalnego romansu.    Potrzebę taką odczuwano już w czasach, gdy ślepy Homer śpiewał pieśni o dzielnych wojownikach, porywanych pięknościach i zaczarowanych wyspach na nieznanych morzach.        Najprościej mówiąc, my, praktycy tej literatury, uważamy opowieść za utwór z gatunku magii i miecza, jeżeli akcja jest wartka a barwna, przygodowa fabuła umieszczona jest w świecie, w którym nie jest jeszcze znany przemysł, gdzie działają czary i bogowie, a dzielny wojownik zmaga się w bezpośredniej walce z siłami nadprzyrodzonego zła.    Oczywiście taki typ opowieści jest popularny od czasów Homera. Wojownik walczący z nikczemnymi potworami jest elementem fabuły występującym już w staroangielskim eposie „Beowulf’, w którym geatycki książę zmaga się z Grendelem, czy w starogermańskim utworze „Niebelunglied”, gdzie Siegfried zabija smoka Fafnira.    To prawda, podstawowe elementy składowe powieści magii i miecza są tak stare jak sama literatura.    Nikt już dziś nie pisze poematów epickich długich jak powieść. Dlatego też wszystkie elementy tych poematów ułożono na nowo tworząc to, co nazywamy powieścią magii i miecza.    Człowiekiem, który to uczynił, był powieściopisarz Robert Ervin Howard, tworzący w latach trzydziestych dla brukowych czasopism przygodowych. Howard urodził się w roku 1906 w mieście Peaster w Teksasie, a większość swego krótkiego, nieszczęśliwego życia spędził w Cross Plains, w sercu Teksasu, pomiędzy Brownwood i Abilene. Tam też zmarł w roku 1936, gdy byłem małym chłopcem. Nigdy go nie poznałem.    Howard był pisarzem przygodowym starej szkoły, wychowanym na wspaniałych tradycjach Talbota Mundy’ego, Harolda Lamba, Edgara Rice Burroughsa i innych ówczesnych twórców literatury popularnej. Właściwie chciał pisać opowiadania o piratach u wybrzeży Hiszpanii i opowieści z czarnych dżungli Afryki, albo też o magii i tajemnicach niezbadanego Tybetu. Próbując jednak dostać się na stronice „Niesamowitych Opowieści” Farnswortha Wrighta, musiał — podobnie jak jego koledzy, H. P. Lovecraft i Clark Ashton Smith — zmodyfikować swe ciągoty do pisania opowiadań z wartką akcją przez włączenie elementów magii i nadprzyrodzonej grozy.    Jego kolega po piórze, Clark Ashton Smith, odnosił w tym czasie sukces za sukcesem, zamieszczając w „Niesamowitych Opowieściach” cykle opowiadań, których scenerią był egzotyczny świat najbardziej odległych starożytnych cywilizacji — Hyperborei i Atlantydy. Te romantyczne, baśniowe krainy obfitowały w fantastyczne, znane tylko z bajek bestie, cuda, czarnoksiężników oraz tajemniczych bogów i demony. Mniej więcej w tym samym czasie jego przyjaciel Lovecraft sprzedawał opowieści pełne grozy, w których ludzie współcześni zmagali się z kosmicznym złem przybyłym z odległych planet. Były to dobre rozrywkowe opowiadania wzbudzające dreszczyk emocji…    Zasługą Howarda, jak się zdaje, było połączenie wszystkich tych koncepcji we własnym gatunku prozy przygodowej. Wynikiem tego był spektakularny sukces, jaki odniósł cykl wspaniałych opowieści o Conanie Cymeryjczyku, potężnym wojowniku barbarzyńskiego pochodzenia, który z mieczem w ręku kroczy przez prehistoryczny, legendarny świat. Zaczyna od niegodnych profesji złodzieja, rozbójnika, pirata i najemnego wojownika, by dojść do godności królewskiego generała i wreszcie do własnego tronu.    Łącząc w jedno elementy nadprzyrodzonej grozy, starożytnej magii i legendarnej prehistorycznej cywilizacji z szybką akcją brukowych opowiadań przygodowych, Howard stworzył nowy gatunek literacki. Nazywamy go powieścią magii i miecza.    Howard rozpoczął samodzielną działalność literacką w roku 1932. W grudniu tegoż roku w „Niesamowitych Opowieściach” ukazało się jego opowiadanie zatytułowane „Feniks na mieczu”. Był to pierwszy z serii utworów o Conanie i natychmiast stał się on wydarzeniem. Czytelnicy byli zachwyceni i domagali się następnych. Howard rozpoczął więc tworzenie swej „ery hyboryjskiej” i kroniki przygód jej najznamienitszego przedstawiciela. Nie wiedział wtedy, że zostały mu tylko cztery lata życia.    W ciągu tych czterech lat stworzył jednak żywą legendę. Czytelnicy pochłaniali natychmiast każdy kolejny utwór o Conanie i wołali o następne. Dziś, trzydzieści dziewięć lat później, zarówno oni, jak i ich następcy wciąż wołają o jeszcze; stąd właśnie wzięła się niniejsza powieść Sprague de Campa i moja.        Bardzo niewielu pisarzom udało się stworzyć legendę. Conan Doyle wymyślił Sherlocka Holmesa, Edgar Rice Burroughs — Tarzana. Być może (choć chyba jeszcze za wcześnie, by o tym mówić) to samo udało się łanowi Flemingowi z Jamesem Bondem. Tymczasem, w ciągu zaledwie czterech lat, Robert Ervin Howard z Cross Plains w Teksasie stworzył legendę, która miała przeżyć nie tylko swego twórcę, ale również czasopismo, w którym ukazała się po raz pierwszy i wydawnictwo, które zachowało ją w chwale twardej oprawy.    Tak jak w przypadku Sherlocka Holmesa, Tarzana, a nawet nowego w gronie „nieśmiertelnych bohaterów” komandora Jamesa Bonda z Tajnej Służby Jej Królewskiej Mości, inni pisarze nie potrafili powstrzymać się od zajęcia się Conanem.    Pierwsi z post–howardian zadowalali się prostą imitacją howardowskiego bohatera. Tak było w przypadku historyjek Henry’ego Kuttnera o Elaku z Atlantydy, opowieści o Jirelu z Joiry żony Kuttnera, C. L. Moore i dwóch krótkich powieści Norvella W. Page’a z Wanem Tengrim. Później i inni pisarze zainspirowani zostali do pracy nad własną koncepcją magii działającej w świecie zbliżonym do ery hyboryjskiej Howarda, z bardziej jednak oryginalnymi postaciami, np. Fritz Leiber ze swą wspaniałą sagą o Fafhrdzie i Szarym Kocie–Łowcy, Michael Moorcock z opowieściami o Elryku z Melnibone, złowrogim, przeklętym księciu–albinosie, czy mój współpracownik, L. Sprague de Camp, ze swymi zgrabnymi, zwięzłymi, dowcipnymi opowiadaniami z ery pusadyjskiej, bezpośrednio poprzedzającej upadek Atlantydy.    Sprague dopiero niedawno stał się miłośnikiem powieści o Conanie, podczas gdy ja sam czytałem je już jako nastolatek. Istnieje między nami znaczna różnica wieku — jest starszy ode mnie o dwadzieścia trzy lata — zadziwia więc fakt, że czytałem i kochałem twórczość Howarda na dziesiątki lat przedtem, zanim on w ogóle zaczął się nią interesować. Będąc entuzjastą fantastyki przez całe życie, Sprague — sądząc po wyglądzie okładek „Niesamowitych Opowieści” wystawionych w kioskach — nabrał przekonania, że czasopismo to składa się z opowieści o duchach, do których nigdy nie podchodził z entuzjazmem. Dopiero próbny egzemplarz „Conana Zdobywcy” w twardej oprawie, dostarczony mu przez kolegę, Fletchera Pratta, zainteresował Sprague’a magią i mieczem. Od tej pory stał się on gorącym entuzjastą gatunku, a gdy odkrył, że nie opublikowane, a w niektórych przypadkach nie ukończone rękopisy opowiadań o Conanie spoczywają w zbiorach manuskryptów w całym kraju, zaczął tropić je wszędzie, uzupełniać; korygować i wydawać z pomocą agenta Howarda, Glenna Lorda.    W tym czasie dorosłem, odbyłem służbę w piechocie w Korei, a następnie wyjechałem do Nowego Jorku, by ukończyć kurs pisarski w Uniwersytecie Columbia. W roku 1965 zadebiutowałem książką zatytułowaną „Czarnoksiężnik z Lernurii”, którą dość łaskawie określono jako „rezultat czołowego zderzenia Howarda z Burroughsem”.    Moja pierwsza powieść lemuryjska zapoczątkowała serię sześciu książek, a oprócz tych opowieści o Thongorze Potężnym, walecznym królu Zaginionej Lemurii, napisałem jeszcze sześć czy siedem innych powieści magii i miecza.    Nasz wspólny entuzjazm dla fantasy w ogóle, a zwłaszcza heroic fantasy, zbliżył Sprague’a i mnie na licznych konwencjach science–fiction i poprzez okazjonalną korespondencję. Później, w roku 1967, wydałem i uzupełniłem zbiór opowiadań Howarda „King Kull”, który zawierał serię nieudanych utworów z gatunku magii i miecza, powstałych przed zaistnieniem Conana, przedstawiających Kulla, dzikusa z Atlantydy.    W tym samym roku Sprague zaprosił mnie do współpracy w przygotowaniu „kilku nowych opowieści o Conanie, które pomogłyby wypełnić większe luki pomiędzy ocalałymi utworami cyklu”. Od tamtego czasu wciąż się tym zajmujemy.    Współpraca z L. Sprague de Campem była i jest fascynującym doświadczeniem i wielką przyjemnością (czytałem również L. Sprague’a de Campa już jako nastolatek. Bardzo interesujące było bezpośrednie zapoznanie się z pracą jego umysłu podczas tworzenia nowego dzieła. Myślę, że wiele nauczyłem się obserwując go przy pracy, gdyż jest on jednym z największych żyjących mistrzów tej dziedziny, a wiedza, którą zdobyłem podczas tej współpracy, jest nieoceniona. Niniejsza powieść o korsarzach i czarnoksiężnikach jest szóstą z kolei częścią kroniki życia i kariery Conana. Historia ta służyć ma przedstawieniu niezbyt dokładnie opisanego okresu w życiu Conana — dwóch lat, gdy był on korsarzem w Zingarze. Książka ma na celu wzmocnić powiązania pomiędzy poszczególnymi wątkami sagi. Tu po raz pierwszy pojawia się prostoduszny Van i Sigurd, z którym spotkamy się ponownie w dwunastej, ostatniej księdze, pt. „Conan z Wysp”. Tutaj też ponownie mamy do czynienia z jednym ze starych przyjaciół Conana, mężnym czarnym wojownikiem Jumą, który po raz pierwszy pojawił się w opowiadaniu „Miasto Czaszek”, pierwszym utworze zbioru „Conan”. Wzmocniliśmy też wewnętrzną spójność sagi, wprowadzając postać Zarona (pojawi się on znów w opowiadaniu „Skarb Tranicosa” w tomie ósmym „Conan Uzurpator”) i — jako główny czarny charakter — wielki Książę Czarnoksiężników, Thoth–Amona ze Stygii, który często przewija się na kartach poszczególnych tomów cyklu. Conan podczas tych wydarzeń ma lat trzydzieści siedem lub trzydzieści osiem.        Howard doczekał wydania drukiem osiemnastu swych opowiadań o Conanie. Osiem innych, od kompletnych rękopisów po drobne fragmenty czy ledwie szkice, znaleziono w jego papierach. Zespół de Campa i Cartera dodał do tego jeszcze osiem utworów, w tym dwie dłuższe powieści, nie licząc dzieł drobnych, takich jak „Ręka Nergala” Howarda i Cartera i „Pysk w ciemności” Howarda, de Campa i Cartera. Ogólnie rzecz biorąc, Sprague (we współpracy z Howardem, ze mną i z Björnem Nybergiem) wniósł prawdopodobnie do sagi więcej tekstu niż oryginalnie uczynił to sam Howard.    Teraz jednak, jak sądzę, przynajmniej widać już koniec.    Nie mam tu rzecz jasna na myśli samego Conana.    Będzie on istniał jeszcze przez wiele lat. Te książki z pewnością będą drukowane latami… może nawet dłużej niż się nam dziś wydaje.    Oprócz książek, Conan zadomowił się w komiksach, dorabiając się nawet własnego czasopisma (pytaj o „Conana Barbarzyńcę” Marvela).    Również Hollywood wydaje się od czasu do czasu odkrywać dzielnego, niezniszczalnego Cymeryjczyka. Przez okrągły rok prowadziliśmy na ten temat rozmowy z producentem filmowym. Od ludzi kina napłynęły nowe spostrzeżenia i uwagi. Bez wątpienia jeszcze więcej czai się w niewidocznych korytarzach przyszłości.    A czytelnicy wciąż proszą o więcej    Lin Carter    Hollis, Lond lsland, New York  PROLOG  SEN O KRWI        Księżniczka Chabela przebudziła się dwie godziny przed północą. Hoża córka Ferdruga, króla Zingary, leżała spięta i drżąca, naciągając cienką kołdrę na nagie ciało. Wpatrywała się w mrok, a złowieszczy lęk przeszywał ją zimnym dreszczem. Na zewnątrz deszcz 

Compellig Visuality, Visual Culture
Compelling VisualityThis page intentionally left blank Compelling VisualityThe Work of Art in and out of HistoryClaire Farago and Robert Zwijnenberg, EditorsUniversity of Minnesota PressMinneapolis • London The University of Minnesota Press gratefully...

CodeIgniter Zaawansowane tworzenie stron w PHP Sosna Łukasz ebook, Podręczniki, lektury
//--> CodeIgniter Zaawansowane tworzenie stron w PHPSosna Łukasz Jak ściągnąć CodeIgniter Zaawansowane tworzenie stron w PHP? - INSTRUKCJA1. Kliknijtutaj2. Postępuj zgodnie ze wskazówkami.3. Ciesz się CodeIgniter Zaawansowane tworzenie stron w PHP...

Colter Cara - Nieoczekiwany spadek 01 - Dziedzictwo, Książki - Literatura piękna, Harlequin Romans - ostatnie
CARA COLTER DZIEDZICTWO Nieoczekiwany spadek cz 1 PROLOG - Jeszcze tylko chwilka, panno Blakely. - Dziękuję - odpowiedziała cicho Abby. Nie czuła się zbyt dobrze w tej bogato urządzonej kancelarii. Siedziała na miękkiej, skórzanej sofie, przy stoliku kawowym...

Coulter Catherine - Pieśń 02 - Pieśń ziemi, ROMANSE, ROMANSE HISTORYCZNE
CATHERINE COULTER PIEŚŃ ZIEMI ROZDZIAŁ 1 Zamek Beauchamp Kornwalia, Anglia Kwiecień 1275 roku - Musisz mnie poślubić, musisz! Philippa spojrzała na przepełnioną głębokim uczuciem młodą twarz Iva de Vescy, na której rzadki za-rost prawdopodobnie już...

Combat Advantage 02, Podreczniki RPG, Combat Advantage
In the process of creating a new class for playtesting, I wanted something that would add a little spice and originality to a design that was lacking that certain spark. “Bleeding” is a keyword for a type of ongoing damage that fits the class perfectly... but you don’t...

Co Twoj pies probuje Ci powiedziec Poznaj tajemnice psiej psychologii, e-książki, septem
CO TWÓJ PIES PRÓBUJE CI POWIEDZIEĆ? POZNAJ TAJEMNICE PSIEJ PSYCHOLOGIIAutor: Arden MooreTłumaczenie: Małgorzata WróblewskaISBN: 978-83-246-2468-3Tytuł oryginału: The Dog Behavior Answer Book:Canine QuestionsFormat: 140 ×208, stron: 280Spis...

CodeIgniter. Zaawansowane tworzenie stron w PHP - Łukasz Sosna, PDF, Ebooki
//-->Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całościlub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione.Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanieksiążki na nośniku...

Coffman Elaine - Branka, kiążki, Coffman Elaine
BRANKAELAINE COFFMANPrologW EmberlyHallobchodzonoWigiliħ. WłaĻnie brzmiały ostatnie dŅwiħki pieĻni God Rest Ye Merry Gentleman, kiedy w długim holu prowadzĢcym do wielkiego salonu rozległ siħodgłos kroków. SłuŇĢcy oderwali siħod zajħęi ze...

Cox Maggie Cenniejsze od pieniędzy, ●Ksiazki, ALFABETYCZNIE
//-->MAGGIE COXCENNIEJSZE OD PIENIĘDZYTytuł oryginału: What His Money Cant HideROZDZIAŁ PIERWSZY– No i jak pan to widzi, panie Ashton?Z pozoru niewinne pytanie szofera było dla niego niczym pchnięcie nożem.W jego rodzinnym mieście nic się przez te lata nie...

CoC Call of Cthulhu in the Eighties, Podreczniki RPG, CoC
armed with the best and most deadlyof modern munitions. But how willthese new generation minions conducttheir foul operations?thoth? The Keeper of a present-dayadventure must be constantly on thelookout for just these sort of disastersfor use as possible plotlines-in...

Cowboy Bebop - 26, Anime, C, Cowboy Bebop, Napisy
0:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jako�� napis�w.|Napisy zosta�y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.0:00:18: Tamtego dnia te� pada�o.0:00:23: Dlatego nie przysz�a�?0:00:27: Kaza� mi ci� zabi�.0:00:33: To by�a...

Core Java Servlets i JavaServer Pages. Tom II. Wydanie II Marty Hall, Podręczniki, lektury
//--> Core Java Servlets i JavaServer Pages. Tom II. Wydanie IIMarty Hall, Larry Brown, Yaakov Chaikin Jak ściągnąć Core Java Servlets i JavaServer Pages. Tom II. Wydanie II? - INSTRUKCJA1. Kliknijtutajlub skopiuj linkdo przeglądarki. 2. Postępuj zgodnie ze...

Conoscere l'italiano - Anna Salmoiraghi, Nauka, KSIĄŻKI EDUKACYJNE CIEKAWE
//-->rAnna SalmoiraghiCONOSCEREL'ITALIANOGuida all'educazione linguisticaper le scuole superiorirPrima edizione:marzo 1989.Disegni di LUIGI MERATI - Cartine di LUIGI SINIGAGLIA.ISBN 88-00-41162-2PROPRIETÀ LETTERARIA RISERVATASi ritengono contraffatte...

Complete Plumbing And Central Heating Guide, PORADY- INSTRUKCJE(1)
rom changing a washer to insta ing a shower ix it yourse and save money - Plumbing systems Water regulations Direct and indirect Draining Repairs Emergency Taps Seats and glands Cisterns and tanks Float valves Drainage Systems Maintenance Pipework Metal Plastic Water...


Strona 1 / 191 , 2, 3, 4, 5 ... 19

Designed by Finerdesign.com